Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Nieustraszeni pogromcy idiotów.

Nieustraszeni pogromcy idiotów.

Żeby to nie wyjść na takich co wyłącznie krytykują sami nie dając nic w zamian w dzisiejszym wpisie pokazujemy jak powinna wyglądać dobra historia o wampirach (i nie tylko).

(Wpisy pochodzą z jednego forum na które wbiliśmy z Subornatorem dla zgrywy, mojego autorstwa jest narracja dotycząca Hrabiego on z kolei odgrywał Serge'a)


 

Karty członkowskie klubu zbieraczy trocin.

 

Hrabia Krolock

1. Imię: Hrabia

2. Nazwisko: Krolock

3. Wiek (ludzki/wampirzy): 45/Pamięta czasy gdy bór szumiał tam gdzie teraz stoi Amsterdam

4. Stwórca:  Rotgier Heinrich Aldsberg von Zweidenhorf du Schreisten Blutenrieg, dla przyjaciół Hurensohn- krzyżak od którego wygrał w kości serum wampiryzmu (reklamowane jako dryjakiew przeciwko obstrukcji pokapustnej).

5. Preferencje konsumpcyjne : Kasza ze skwarkami, świński ryj kiszony w kapuście, węgorzyki z papryką w occie, jagermeister, zacier spirytusowy.

6. Charakter: Nie przepada za krzyżakami. Ponadto jego syn jest gejem co czyni go postacią tragiczną.

7. Nadprzyrodzone zdolności: Potrafi zeżreć i wychlać tyle, że normalny człowiek dostaje nieżytu żołądka i atrofii wątroby. Absolutny ekspert w dziedzinie ściągania danin i palenia wsi. W razie potrzeby potrafi wezwać Diabła, starego znajomego z czasów wypraw na Żmudź.

8. Krótka historia:

Jako postać tragiczna Hrabia Krolock większość swojego życia spędził w swoim kasztelu w Transylwanii gdzie obmyślał fortele mające na celu jeszcze większe pognębienie i tak już dostatecznie zgnębionych poddanych. Wielokrotny inicjator wypraw na Malbork w młodości zajmujący się zawodową tresurą krokodyli i amatorską hodowlą szczurów (które to po wylęgnięciu się z resztek jedzenia spod hrabiowskiego stołu utworzyły w lochach własne państwo i domagają się autonomii), stara się uchodzić za bywałego w świecie arystokratę o nienagannych manierach choć w rzeczywistości jest ksenofobicznym prostakiem i opojem. Pluje ludziom na wycieraczki.

9. Stan posiadanych dóbr materialnych:

Gaje, bory i zamki w liczbie nieokreślonej. Ponadto cztery wsie służebne (w tym trzy spalone), tysiąc koron czeskich w gotówce, siedem świń, cztery krowy, bułany wałach, dwie papugi, małpa w klatce, płaszcz podbity gronostajem, wytarte ciżmy, złoty sygnet, dwadzieścia sznurów koralików (czarnuchy je uwielbiają), wypchany krokodyl w kiepskim stanie, zbrojna eskorta pachołków, garbaty sługa Kukol.

10. Wygląd:

Czarnowłosy w średnim wieku, blada cera i wiecznie przekrwione oczy będące skutkiem ciągłego przesiadywania w zasmrodzonej i zadymionej sali jadalnej. Odzienie bogate acz wcale często poplamione resztkami ze stołu. Cechy szczególne: rozsiewa silną woń spirytusu, lewy kieł nieco wyszczerbiony (od przegryzania krzyżackich hełmów)

Sergevarion (A właściwie to Stefan).

1. Imię: Sergevarion (A właściwie to Stefan).

2. Nazwisko: Nie przyznaje się.

3. Wiek: Gdzieś między 20 a 90.

4. Rodzina: Im mniej o nich powiemy tym lepiej.

5. Charakter: Chaotycznie chaotyczny z dodatkiem nieobliczalności.

6. Umiejętności i atuty : Umie unikać pracy.

7. Krótka historia: Sergevarion - Tak przynajmniej o sobie mówi. Wszyscy inni nazywają go Stefan. Podobno jego ojciec chrzestny podrzucił to imię jego starym, bo nazwał tak swojego ulubionego kalmara. Twierdzi, że jest obcym z odległej planety Kretyn i że Ziemskie powietrze mu szkodzi, jednak tak naprawdę jest Ślązakiem i nie przywykł do oddychania czystym powietrzem. Posiada niezwykłą zdolność naginania rzeczywistości i wyciągania idiotycznie dużych ilości przedmiotów z kieszeni.

8. Stan posiadanej wiedzy o istotach nadludzkich: Jego ojcem chrzestnym jest ludożerczy, człekokształtny owad. Sublokatorem jest bliżej niezidentyfikowany inteligentny szlam a sąsiadem rekin w monoklu i cylindrze.

9. Stan posiadanych dóbr materialnych: Zmienny, ale na pewno gdzieś ma kilof i flaszkę wódki.

10. Wygląd: Ubrany w skórzane ciuchy i maskę przeciw gazową. Zawsze. Trudno go z kimś pomylić.

 

Dworzec kolejowy, godzina 15:29

Pociąg towarowy ze zgrzytem zatrzymał się na dworcu. Drzwi jednego z wagonów uchyliły się nieco i w szczelinie coś błysnęło. Błyszczący obiekt okazał się okularem maski przeciwgazowej, gdy głowa wychyliła się z wagonu i ostrożnie rozejrzała w poszukiwaniu konduktora.

Nie widząc nigdzie zagrożenia, ubrana w skórzaną kurtkę postać, powoli zaczęła wysuwać się z wagonu, wyginając się przy tym jak gdyby wyciągała z wnętrza pociągu coś ciężkiego. Mężczyzna (jak łatwo można było poznać po sylwetce) prawie dowlókł swój bagaż do krawędzi wagonu, gdy...

- Hej ty!

Pojawiający się jak spod ziemi konduktor biegnący w kierunku zamaskowanego mężczyzny, wywołał bardzo... Niecodzienny przebieg wydarzeń.
Ewidentny pasażer na gapę, szarpnął nagle, wyciągając z wagonu coś co okazało się... Trumną!

I z prędkością niewiarygodną dla kogoś kto ma ze sobą taki ciężar, zaczął uciekać w kierunku miasta, wlokąc trumnę po ziemi i po wszystkich wybojach. Można też było przysiąc, że z każdym podskokiem z trumny dochodzą stłumione przekleństwa w obcym języku.
Wreszcie po szalonym maratonie, przybysz zgubił pościg i puszczając trumnę, oparł się o ścianę alejki, dysząc jak Lord Vader.

-... deine Mutter du verfluchten Hurensohn!
Rozległo się z trumny po tym jak jej wieko zostało wyłamane. Rozprostowując pogiętą pelerynę ze środka wyłonił się lekko szpakowaty mężczyzna o niezdrowo bladej cerze i kończystych kłach.
-Ostatni raz!
Warknął mierząc w człowieka w masce gazowej szponiastym palcem.
-Ostatni raz podróżuję z waszmościem w tym zaplutym diabelstwie! Duszno jak w malborskiej sali tronowej a trzęsie się to jak stary Tachschmitz kiedy go epilepsja złapała. Trza było konno się wybrać, z podjazdem. Potem zasię puścić jaką wieś z dymem...
Mężczyzna urwał zamyśliwszy się na moment.
-Nic to. Przeboleję jakoś biorąc pod uwagę, że i w tym grodzie jak powiadają kmiotów dostatek. Ale najpierw z miłą chęcią odwiedziłbym jakąś karczmę. Co wy na to rzekniecie? Panie Stefanie?
 

- Jak najbardziej. - Odparł mężczyzna nazwany Stefanem - Ale trza by najpierw pozyskać tutejszą walutę, bo mam tylko zagraniczną.

Przez pozyskać, Stefan rozumował najczęściej, walnąć w łeb łomem jakiegoś przechodnia i dobrać się do portfela.

- Chyba, że tym razem Pan Hrabia stawia?

-Pozyskać? Chyba żeś się pan zbiesił. Jesteśmy na wyprawie wojennej! A na wyprawie co Ci w ręce wpadnie to Twoje! Łup! - Wyjaśnił jegomość nazwany Hrabią.
- A łup zdobyty na krzyżaku po dwakroć cennym jest. A z tego co ja tu widzę dużo tu do rabowania. Kiedym ostatnim razem tu bywał mniejszy był ten gród. Kiedy świnia czochrała się o mury to cały w posadach chodził. A teraz? Ogrom panie, ogrom! Brakowało by tylko żeby kurwie syny praw miejskich się dorobiły!
Krolock aż zgrzytnął zębami w złości na myśl o takiej perspektywie.

-Jeszcze dzisiaj się tu czerwonego kura puści. I obszcza pogorzelisko. Póki co jednak w drogę! A żwawo!

Dodał po czym wyszedł z alejki powiewając połami czarnego płaszcza.

 

Bar na przedmieściach, godzina 15:50

-... a ja mu na to: "chyba ci życie ciężkie rozum ze łba wyjadło skoro zamierasz z pikinierów korzystać przy zdobywaniu murów? I środek osłabić!? Głupszy jesteś niźli kobyla rzyć!" A on wtedy zrywa się zza stołu, łapie za nóż i... Wciórności, w gardle znowu mi zaschło. Poczekaj moment.

Hrabia przerywając na chwilę opowieść wsparł obie dłonie na blacie stołu uniósł się lekko krzycząc w stronę baru:

-Żydzie! Więcej piwa!

Przecierający kolejny kufel barman który Żyda w żaden sposób nie przypominał pokręcił głową zażenowany i rozbawiony jednocześnie. I wziął się za nalewanie.
-Prosiłbym o zabranie tych resztek spod stołu proszę pana. Tu nie wolno śmiecić.
Oznajmił mężczyzna podchodząc do stolika z kolejnym piwem, ruchem głowy wskazując na kości które Hrabia rzucał na podłogę od momentu przyjścia.

-Co tam seplenisz? -Spytał wampir z pełnymi ustami spoglądając w górę, na barmana. -Jeśli mało, naści więcej! -Krzyknął gromko rzucając mężczyźnie kolejne resztki pod nogi. I nie bacząc na jego protesty wypchnął go w stronę kontuaru dodając:

-I hajda po antał! Dalej obsługiwać będziem się sami!
 

Stefan tymczasem, w sprzeczny z wszelkimi zasadami logiki sposób, pochłaniał stojący przed nim gulasz... Nie raczył do tego nawet ściągnąć maski, ale zanurzając zwisającego z niej węża w swoim żarciu, dosłownie wsysał gulasz jak odkurzacz, okazjonalnie siorbiąc swoje piwo w taki sam sposób. Wydawał przy tym dźwięki tak niemiłosierne, że chyba tylko jego kompanowi na przeciwko, nie psuło to apetytu.

- Dla mnie jeszcze jedno piwo. - Wysapał w sposób jakiego nie powstydziłby się długoletni astmatyk, lub zboczeniec z doktoratem w dziedzinie dyszenia do słuchawki.

Po wysączeniu kilku piw Hrabia począł odczuwać wyraźne znużenie. Wstając od stołu szturchnął towarzysza w bok mówiąc:

-Chodźmy stąd. Nie jest dobrze zbyt długo w niemieckiej karczmie przesiadywać i ich smrodem przesiąkać. Stary Tachschmitz czynił to cięgiem i potem psy się od niego odczepić nie chciały.

Poradził po czym ruszył w stronę wyjścia ignorując klątwy barmana i wezwania do zapłaty.

Uznając, że jeśli barman doczepi się do nich, będzie im niewygodnie maszerować z takim balastem, Stefan rzucił wyciągnięty z kieszeni kawał mięsa na podłogę. Chwilę po tym, do pubu wpadł tygrys wywołując panikę, która skutecznie osłoniła ich strategiczny odwrót.

 

Kręgielnia na przedmieściach, godzina 17:28

Ścigany wyzwiskami hrabia biegł środkiem kręgielni po drodze obalając stoły i innych ludzi. Wypchana po brzegi torba którą miał przerzuconą przez ramię chwiała się niebezpiecznie za jego plecami przechylając go ku ziemi z taką mocą, że pasek groził zerwaniem.
- Podstawowym manewrem jest pozbawić obleganych środków do obrony! Mówię ci, oni nabijają tym armaty!

Przekrzykiwał ciżbę wampir kontynuując bieg w stronę wyjścia z torbą wypchaną kulami do kręgli.

- Uważam, że należy ich pozbawić też pozostałych elementów uzbrojenia!

Krzyknął, biegnący za wampirem mężczyzna, który wcale nie zostawał z tyłu mimo ciągniętej na łańcuchu za sobą... Pirackiej armaty. Jego rajdowi towarzyszyły okrzyki bólu pechowców, którzy nie zdążyli zabrać nóg spod kół ciężkiego żelastwa...

 

Wybrzeże, godzina 18:17

Stefan wpadł na plażę wciąż ciągnąc armatę i jakimś cudem wyprzedzając swojego kompana. Po rozejrzeniu się po okolicy dostrzegł jacht wraz z młodym człowiekiem, szykującym się do wypłynięcia. Przez kilka sekund w jego głowie zgrzytały kółka zębate, aż do osiągnięcia satysfakcjonujących wniosków...

- ABORDAAAAŻ! - Stefan wlokąc za sobą mocarną kolumbrynę, dopadł do łodzi i kopniakiem którego nie powstydziłby się marines włamujący się do Irackiego mieszkania, ani nawet sam Leonidas, posłał wystraszonego właściciela łodzi za burtę.

W ciągu następnej minuty Stefan, wciągnął na pokład armatę a na maszcie wkrótce dumnie powiewała piracka flaga. Stefan wyglądał na wielce z siebie zadowolonego. W każdym razie na ile może wyglądać ktoś w masce przeciwgazowej.

Wymachując ułomkiem wiosła hrabia z bojowym okrzykiem wpadł za Sergem na łódź zdeterminowany do tego aby mordować każdego kto zechciałby ich teraz powstrzymać.

-Uhaha! Zupełnie jak Mały Johnny co pływał na "Darze Pomorza"!

Zakrzyknął nim łódź odbiła od brzegu i wypłynęła na pełne morze.

 

Co było dalej? Jakież to niezwykłe przygody przeżyli później Stefan i Hrabia? To wie chyba tylko sam chuj. Niemniej jednak jeśli odzew w sprawie ich krótkiego (aczkolwiek udanego) debiutu będzie spory pomyślimy z Subornatorem nad dopisaniem kolejnych rozdziałów historii które rzecz jasna opublikujemy na blogu. Póki co jednak kurewsko nam się nie chce. Dobranoc paniom.


Głosuj (0)

Maleficus 14:23:45 1/02/2012 [Powrót] Komentuj











Strona Główna

Zajrzało:1477

Księga Gości (2)
Dodaj do Księgi




Dodaj do Ulubionych

wielkikubel


Archiwum
2012
Luty
Styczeń


Ulubieni


Linki i stronki