Którą nawet ja i Maleficus się brzydzimy (A skoro nawet Mal się brzydzi to jest coś na rzeczy). Innymi słowy chcę dać upust mojemu niezadowoleniu (w innej formie niż godzinne wymioty jakie towarzyszyły temu tematowi na początku) jakie wywołały we mnie głosy o nakręceniu filmowej wersji, książki Ciepłe Ciała (Warm Bodies). Wiem, że spora część z was na sam tytuł zaczyna się ślinić i rozpinać rozporki, ale od razu uprzedzam, że nie jest to pornos. To powieść miłosna. O Zombie.
Zaprawdę powiadam wam, współczesnych autorów do reszty posrało.
Najpierw Zmierzch na zawsze oszpecił wizerunek wampirów i wilkołaków, a teraz zabierają się za resztę umarlaków.
Ale kurwa, HISTORIA MIŁOSNA? Ja wiem, że ze wszystkiego da się zrobić porno (Widziałem jeden z zombiakami - dość wzruszający - a także jeden z pterodaktylami jakim uraczył mnie Maleficus), ale naprawdę zostawmy pisanie dzieł miłosnych w których uczestniczą obiekty martwe, Japończykom. Mają to do siebie, że potrafią sprawić, że pedofile są zabawni, miłość do odkurzacza jest wzruszająca a nawet ja w ich wydaniu, wydałbym się sympatyczny (Nie mówiąc już o tym, że jestem im wdzięczny za instrukcje co do wystroju piwnicy).
Ale wracając do tematu. Z czym mamy do czynienia? Po tym jak błyszczące od brokatu wampiry i indiańskie wilkołaki prześcigały się w okazywaniu swej miłości upośledzonej emocjonalnie (I najwyraźniej umysłowo) nastolatce, teraz mamy do czynienia, z żywym trupem, którego miłość wykwitła po tym, jak zjadł mózg samobójcy i zakochał się w jego dziewczynie.
Przyznam, ten scenariusz MIAŁBY potencjał być oryginalny i być może ciekawy ale książka zachwalana jest i polecana... Przez autorkę Zmierzchu. A więc wszyscy wiemy czego się spodziewać.

Szykujcie koktajle Mołotowa i miotacze ognia.
Ja szykuję szpadel.
Zauważyłem, że w tej notce złorzeczyłem wam mniej niż chciałem... Nie przyzwyczajajcie się.