Licznik pokazuje już 250 wejść! To cała 1/4 złotego progu jakim jest 1000 zajrzeń (jakby nas to obchodziło, przecież i tak tego kurwa nie osiągniemy xD). No ale godzi się jednak o tym wspomnieć bo biorąc pod uwagę krótki czas działalności bloga jak i niewielką liczbę osób wiedzących o jego istnieniu to o czymś to świadczy (o wyjątkowej wytrzymałości psychicznej i estetycznej odwiedzających. Albo ich skrajnej głupocie.)
Tak czy inaczej uważam to za pomyślne przejście naszego chrztu bojowego. Życzcie nam wszystkiego co najgorsze i zniechęcajcie do dalszej działalności! Że też chce wam się czytać ten szajs!

Autorzy bloga na uroczystej kolacji z okazji 250-tych odwiedzin.
Żeby to nie wyjść na takich co wyłącznie krytykują sami nie dając nic w zamian w dzisiejszym wpisie pokazujemy jak powinna wyglądać dobra historia o wampirach (i nie tylko).
(Wpisy pochodzą z jednego forum na które wbiliśmy z Subornatorem dla zgrywy, mojego autorstwa jest narracja dotycząca Hrabiego on z kolei odgrywał Serge'a)

Karty członkowskie klubu zbieraczy trocin.
Hrabia Krolock
1. Imię: Hrabia
2. Nazwisko: Krolock
3. Wiek (ludzki/wampirzy): 45/Pamięta czasy gdy bór szumiał tam gdzie teraz stoi Amsterdam
4. Stwórca: Rotgier Heinrich Aldsberg von Zweidenhorf du Schreisten Blutenrieg, dla przyjaciół Hurensohn- krzyżak od którego wygrał w kości serum wampiryzmu (reklamowane jako dryjakiew przeciwko obstrukcji pokapustnej).
5. Preferencje konsumpcyjne : Kasza ze skwarkami, świński ryj kiszony w kapuście, węgorzyki z papryką w occie, jagermeister, zacier spirytusowy.
6. Charakter: Nie przepada za krzyżakami. Ponadto jego syn jest gejem co czyni go postacią tragiczną.
7. Nadprzyrodzone zdolności: Potrafi zeżreć i wychlać tyle, że normalny człowiek dostaje nieżytu żołądka i atrofii wątroby. Absolutny ekspert w dziedzinie ściągania danin i palenia wsi. W razie potrzeby potrafi wezwać Diabła, starego znajomego z czasów wypraw na Żmudź.
8. Krótka historia:
Jako postać tragiczna Hrabia Krolock większość swojego życia spędził w swoim kasztelu w Transylwanii gdzie obmyślał fortele mające na celu jeszcze większe pognębienie i tak już dostatecznie zgnębionych poddanych. Wielokrotny inicjator wypraw na Malbork w młodości zajmujący się zawodową tresurą krokodyli i amatorską hodowlą szczurów (które to po wylęgnięciu się z resztek jedzenia spod hrabiowskiego stołu utworzyły w lochach własne państwo i domagają się autonomii), stara się uchodzić za bywałego w świecie arystokratę o nienagannych manierach choć w rzeczywistości jest ksenofobicznym prostakiem i opojem. Pluje ludziom na wycieraczki.
9. Stan posiadanych dóbr materialnych:
Gaje, bory i zamki w liczbie nieokreślonej. Ponadto cztery wsie służebne (w tym trzy spalone), tysiąc koron czeskich w gotówce, siedem świń, cztery krowy, bułany wałach, dwie papugi, małpa w klatce, płaszcz podbity gronostajem, wytarte ciżmy, złoty sygnet, dwadzieścia sznurów koralików (czarnuchy je uwielbiają), wypchany krokodyl w kiepskim stanie, zbrojna eskorta pachołków, garbaty sługa Kukol.
10. Wygląd:
Czarnowłosy w średnim wieku, blada cera i wiecznie przekrwione oczy będące skutkiem ciągłego przesiadywania w zasmrodzonej i zadymionej sali jadalnej. Odzienie bogate acz wcale często poplamione resztkami ze stołu. Cechy szczególne: rozsiewa silną woń spirytusu, lewy kieł nieco wyszczerbiony (od przegryzania krzyżackich hełmów)
Sergevarion (A właściwie to Stefan).
1. Imię: Sergevarion (A właściwie to Stefan).
2. Nazwisko: Nie przyznaje się.
3. Wiek: Gdzieś między 20 a 90.
4. Rodzina: Im mniej o nich powiemy tym lepiej.
5. Charakter: Chaotycznie chaotyczny z dodatkiem nieobliczalności.
6. Umiejętności i atuty : Umie unikać pracy.
7. Krótka historia: Sergevarion - Tak przynajmniej o sobie mówi. Wszyscy inni nazywają go Stefan. Podobno jego ojciec chrzestny podrzucił to imię jego starym, bo nazwał tak swojego ulubionego kalmara. Twierdzi, że jest obcym z odległej planety Kretyn i że Ziemskie powietrze mu szkodzi, jednak tak naprawdę jest Ślązakiem i nie przywykł do oddychania czystym powietrzem. Posiada niezwykłą zdolność naginania rzeczywistości i wyciągania idiotycznie dużych ilości przedmiotów z kieszeni.
8. Stan posiadanej wiedzy o istotach nadludzkich: Jego ojcem chrzestnym jest ludożerczy, człekokształtny owad. Sublokatorem jest bliżej niezidentyfikowany inteligentny szlam a sąsiadem rekin w monoklu i cylindrze.
9. Stan posiadanych dóbr materialnych: Zmienny, ale na pewno gdzieś ma kilof i flaszkę wódki.
10. Wygląd: Ubrany w skórzane ciuchy i maskę przeciw gazową. Zawsze. Trudno go z kimś pomylić.
Dworzec kolejowy, godzina 15:29
Pociąg towarowy ze zgrzytem zatrzymał się na dworcu. Drzwi jednego z wagonów uchyliły się nieco i w szczelinie coś błysnęło. Błyszczący obiekt okazał się okularem maski przeciwgazowej, gdy głowa wychyliła się z wagonu i ostrożnie rozejrzała w poszukiwaniu konduktora.
Nie widząc nigdzie zagrożenia, ubrana w skórzaną kurtkę postać, powoli zaczęła wysuwać się z wagonu, wyginając się przy tym jak gdyby wyciągała z wnętrza pociągu coś ciężkiego. Mężczyzna (jak łatwo można było poznać po sylwetce) prawie dowlókł swój bagaż do krawędzi wagonu, gdy...
- Hej ty!
Pojawiający się jak spod ziemi konduktor biegnący w kierunku zamaskowanego mężczyzny, wywołał bardzo... Niecodzienny przebieg wydarzeń.
Ewidentny pasażer na gapę, szarpnął nagle, wyciągając z wagonu coś co okazało się... Trumną!
I z prędkością niewiarygodną dla kogoś kto ma ze sobą taki ciężar, zaczął uciekać w kierunku miasta, wlokąc trumnę po ziemi i po wszystkich wybojach. Można też było przysiąc, że z każdym podskokiem z trumny dochodzą stłumione przekleństwa w obcym języku.
Wreszcie po szalonym maratonie, przybysz zgubił pościg i puszczając trumnę, oparł się o ścianę alejki, dysząc jak Lord Vader.
-... deine Mutter du verfluchten Hurensohn!
Rozległo się z trumny po tym jak jej wieko zostało wyłamane. Rozprostowując pogiętą pelerynę ze środka wyłonił się lekko szpakowaty mężczyzna o niezdrowo bladej cerze i kończystych kłach.
-Ostatni raz!
Warknął mierząc w człowieka w masce gazowej szponiastym palcem.
-Ostatni raz podróżuję z waszmościem w tym zaplutym diabelstwie! Duszno jak w malborskiej sali tronowej a trzęsie się to jak stary Tachschmitz kiedy go epilepsja złapała. Trza było konno się wybrać, z podjazdem. Potem zasię puścić jaką wieś z dymem...
Mężczyzna urwał zamyśliwszy się na moment.
-Nic to. Przeboleję jakoś biorąc pod uwagę, że i w tym grodzie jak powiadają kmiotów dostatek. Ale najpierw z miłą chęcią odwiedziłbym jakąś karczmę. Co wy na to rzekniecie? Panie Stefanie?
- Jak najbardziej. - Odparł mężczyzna nazwany Stefanem - Ale trza by najpierw pozyskać tutejszą walutę, bo mam tylko zagraniczną.
Przez pozyskać, Stefan rozumował najczęściej, walnąć w łeb łomem jakiegoś przechodnia i dobrać się do portfela.
- Chyba, że tym razem Pan Hrabia stawia?
-Pozyskać? Chyba żeś się pan zbiesił. Jesteśmy na wyprawie wojennej! A na wyprawie co Ci w ręce wpadnie to Twoje! Łup! - Wyjaśnił jegomość nazwany Hrabią.
- A łup zdobyty na krzyżaku po dwakroć cennym jest. A z tego co ja tu widzę dużo tu do rabowania. Kiedym ostatnim razem tu bywał mniejszy był ten gród. Kiedy świnia czochrała się o mury to cały w posadach chodził. A teraz? Ogrom panie, ogrom! Brakowało by tylko żeby kurwie syny praw miejskich się dorobiły!
Krolock aż zgrzytnął zębami w złości na myśl o takiej perspektywie.
-Jeszcze dzisiaj się tu czerwonego kura puści. I obszcza pogorzelisko. Póki co jednak w drogę! A żwawo!
Dodał po czym wyszedł z alejki powiewając połami czarnego płaszcza.
Bar na przedmieściach, godzina 15:50
-... a ja mu na to: "chyba ci życie ciężkie rozum ze łba wyjadło skoro zamierasz z pikinierów korzystać przy zdobywaniu murów? I środek osłabić!? Głupszy jesteś niźli kobyla rzyć!" A on wtedy zrywa się zza stołu, łapie za nóż i... Wciórności, w gardle znowu mi zaschło. Poczekaj moment.
Hrabia przerywając na chwilę opowieść wsparł obie dłonie na blacie stołu uniósł się lekko krzycząc w stronę baru:
-Żydzie! Więcej piwa!
Przecierający kolejny kufel barman który Żyda w żaden sposób nie przypominał pokręcił głową zażenowany i rozbawiony jednocześnie. I wziął się za nalewanie.
-Prosiłbym o zabranie tych resztek spod stołu proszę pana. Tu nie wolno śmiecić.
Oznajmił mężczyzna podchodząc do stolika z kolejnym piwem, ruchem głowy wskazując na kości które Hrabia rzucał na podłogę od momentu przyjścia.
-Co tam seplenisz? -Spytał wampir z pełnymi ustami spoglądając w górę, na barmana. -Jeśli mało, naści więcej! -Krzyknął gromko rzucając mężczyźnie kolejne resztki pod nogi. I nie bacząc na jego protesty wypchnął go w stronę kontuaru dodając:
-I hajda po antał! Dalej obsługiwać będziem się sami!
Stefan tymczasem, w sprzeczny z wszelkimi zasadami logiki sposób, pochłaniał stojący przed nim gulasz... Nie raczył do tego nawet ściągnąć maski, ale zanurzając zwisającego z niej węża w swoim żarciu, dosłownie wsysał gulasz jak odkurzacz, okazjonalnie siorbiąc swoje piwo w taki sam sposób. Wydawał przy tym dźwięki tak niemiłosierne, że chyba tylko jego kompanowi na przeciwko, nie psuło to apetytu.
- Dla mnie jeszcze jedno piwo. - Wysapał w sposób jakiego nie powstydziłby się długoletni astmatyk, lub zboczeniec z doktoratem w dziedzinie dyszenia do słuchawki.
Po wysączeniu kilku piw Hrabia począł odczuwać wyraźne znużenie. Wstając od stołu szturchnął towarzysza w bok mówiąc:
-Chodźmy stąd. Nie jest dobrze zbyt długo w niemieckiej karczmie przesiadywać i ich smrodem przesiąkać. Stary Tachschmitz czynił to cięgiem i potem psy się od niego odczepić nie chciały.
Poradził po czym ruszył w stronę wyjścia ignorując klątwy barmana i wezwania do zapłaty.
Uznając, że jeśli barman doczepi się do nich, będzie im niewygodnie maszerować z takim balastem, Stefan rzucił wyciągnięty z kieszeni kawał mięsa na podłogę. Chwilę po tym, do pubu wpadł tygrys wywołując panikę, która skutecznie osłoniła ich strategiczny odwrót.
Kręgielnia na przedmieściach, godzina 17:28
Ścigany wyzwiskami hrabia biegł środkiem kręgielni po drodze obalając stoły i innych ludzi. Wypchana po brzegi torba którą miał przerzuconą przez ramię chwiała się niebezpiecznie za jego plecami przechylając go ku ziemi z taką mocą, że pasek groził zerwaniem.
- Podstawowym manewrem jest pozbawić obleganych środków do obrony! Mówię ci, oni nabijają tym armaty!
Przekrzykiwał ciżbę wampir kontynuując bieg w stronę wyjścia z torbą wypchaną kulami do kręgli.
- Uważam, że należy ich pozbawić też pozostałych elementów uzbrojenia!
Krzyknął, biegnący za wampirem mężczyzna, który wcale nie zostawał z tyłu mimo ciągniętej na łańcuchu za sobą... Pirackiej armaty. Jego rajdowi towarzyszyły okrzyki bólu pechowców, którzy nie zdążyli zabrać nóg spod kół ciężkiego żelastwa...
Wybrzeże, godzina 18:17
Stefan wpadł na plażę wciąż ciągnąc armatę i jakimś cudem wyprzedzając swojego kompana. Po rozejrzeniu się po okolicy dostrzegł jacht wraz z młodym człowiekiem, szykującym się do wypłynięcia. Przez kilka sekund w jego głowie zgrzytały kółka zębate, aż do osiągnięcia satysfakcjonujących wniosków...
- ABORDAAAAŻ! - Stefan wlokąc za sobą mocarną kolumbrynę, dopadł do łodzi i kopniakiem którego nie powstydziłby się marines włamujący się do Irackiego mieszkania, ani nawet sam Leonidas, posłał wystraszonego właściciela łodzi za burtę.
W ciągu następnej minuty Stefan, wciągnął na pokład armatę a na maszcie wkrótce dumnie powiewała piracka flaga. Stefan wyglądał na wielce z siebie zadowolonego. W każdym razie na ile może wyglądać ktoś w masce przeciwgazowej.
Wymachując ułomkiem wiosła hrabia z bojowym okrzykiem wpadł za Sergem na łódź zdeterminowany do tego aby mordować każdego kto zechciałby ich teraz powstrzymać.
-Uhaha! Zupełnie jak Mały Johnny co pływał na "Darze Pomorza"!
Zakrzyknął nim łódź odbiła od brzegu i wypłynęła na pełne morze.
Co było dalej? Jakież to niezwykłe przygody przeżyli później Stefan i Hrabia? To wie chyba tylko sam chuj. Niemniej jednak jeśli odzew w sprawie ich krótkiego (aczkolwiek udanego) debiutu będzie spory pomyślimy z Subornatorem nad dopisaniem kolejnych rozdziałów historii które rzecz jasna opublikujemy na blogu. Póki co jednak kurewsko nam się nie chce. Dobranoc paniom.
...czyli gaylight. Temat zdawałoby się równie nieświeży co krocza waszych par, ale czy na pewno? Niestety nie jako, że do dnia dzisiejszego zmuszany bywam do okazjonalnego wysłuchiwania opinii o tym gniocie (i sprostowywania ich w dość brutalny sposób) pomimo faktu, że jego rzekoma świetność dawno przeminęła. Nie wiem jak u was ale za "moich czasów" wampiry ssały krew a nie kutasy.

Skrót myślowy dzisiejszego wpisu.
Tak, tak moi państwo. Ten podły kawał literackiego kału nie ma sobą nic do zaoferowania (prócz inspiracji do popełnienia samobójstwa rzecz jasna), prostacka fabuła bazująca na historii miłosnej rodem z podrzędnego harlekina, niska wartość literacko-artystyczna a wszystko to okraszone absolutnie wyeksploatowanym motywem zakochanego wampira. Dało się spierdolić bardziej? Dało, bo koncepcja wyżej wymienionej rasy (tak, tak!) została tu bezpowrotnie zrujnowana i skalana. Pani Meyer za nic mając sobie obowiązującą konwencję (co nie jest niczym złym pod warunkiem, że samemu tworzy się coś innowacyjnego i wartościowego) zmienia dzieci nocy w bandę rozmarzonych iskrzących w słońcu wróżek (Lestat i hrabia Krollock przewracają się w trumnach) których dylematy i problemy życiowe orbitują wokół głupich miłostek. Pierwsze co przychodzi mi na myśl to "kurwa mać" (też mi novum xD) oraz chęć wyrażenia podziękowań autorce za dokumentne obrzydzenie mi wampirów, najlepiej przy pomocy czegoś ciężkiego.

To naprawdę tak trudno zrozumieć?
Pozostając w temacie ciężkich przedmiotów- nasz naczelny blogowy agent Subornator donosi, że autorka prócz bycia świnią jest także mor(m)onką. To wiele wyjaśnia. Z innych ciekawych informacji- afekt jednej z postaci do głównej bohaterki dotyczy w rzeczywistości rozwijającego w niej kilkumiesięcznego płodu. Jednak postać ta nie wiedząc o tym podświadomie i omyłkowo obiera ciężarną dziewczynę za obiekt swoich uczuć (a tym samym wznosząc pedofilię na nieosiągnięte przedtem wyżyny). Niesamowite. Chcę umrzeć.
Reasumując- bierzemy źle napisaną historię, robimy z niej romansidło i nieudolnie próbujemy ratować jej oryginalność robiąc z bohaterów wampiry i wilkołaki. Oto recepta na sukces bo gówniarstwo i tak łyknie każde gówno grunt żeby było popularne bo jak wiemy nie dana im jest zdolność myślenia samodzielnego jak i myślenia w ogóle. (O stworzeniu filmu na podstawie tego crapu nawet już nie wspomnę, niech za moje stanowisko w tej sprawie posłuży fakt, że odtwórca głównej roli stał się w necie symbolem pederastii. I to takim za którego nawet pederaści się wstydzą).
Wampy, likantropy nawet zombie ("warm bodies", Subor pisał o tym kilka notek wcześniej), weźcie je sobie i profanujcie do woli, nawet mnie to już nie rusza. Ale od demonów wara pazerne dziwki bo będę bił i kopał.
Pierdolcie się fani "zmierzchu". Dla mnie zasługujecie tylko na to by wbijać w was kołki. I już mniejsza o to gdzie.
Plugawa herezja oczyszczana w ogniu sprawiedliwości.
Maleficus zajęty jest ukrywaniem swojego zbioru pornografii dziecięcej, więc ja mogę za jego plecami wspiąć się na wyżyny zwyrodnienia i wzorem 4chana wkleić... Zdjęcie chleba.

Uwielbiam być obsceniczny...
Ferie! Czas chodzenia na wódkę i nolife'ienia, a przynajmniej dla mnie. W przerwie między jednym zgonem a drugim może znajdę czas i ochotę na to żeby dodawać kolejne notki. Jednak z racji tego, że mój monitor dalej odmawia posłuszeństwa (sam nie wiem co jeszcze powstrzymuje mnie przed wyjebaniem go przez okno i przysypaniem śniegiem, pewnie moskitiera) nastąpi to nieprędko.
Niemniej jednak pozostawajcie dobrej myśli, może w pijanym widzie zabiorę jakiemuś dziecku sanki i przypierdolę nimi w drzewo ginąc na miejscu a tym samym dając wam powód do śmiechu inny niż w postaci notki na blogu.
Życzcie mi powodzenia!
Btw, ktoś mógłby w końcu zebrać się na odwagę podsunięcia mi tematu na wpis. Hajsu się jakoś nie wstydzicie ode mnie pożyczać a z tego robicie taki problem, nooo. : <
Więc teraz poleci jad.
Co poniektórzy pewnie kojarzą jeszcze że mój stary to beznadziejny przypadek pijaka. Potrafi przez kilka lat nie trzeźwieć, jak ostatnio. Podczas swojego ostatniego ciągu nakręcił się na tyle, że musiałem dziada szpadlem pacyfikować.
W każdym razie, matka skierowała sprawę do kilku instytucji i do sądu. Po całych miesiącach pierdolenia się (Bo jaśnie pan pijak musi WYRAZIĆ ZGODĘ na leczenie), wreszcie zapadł wyrok o przymusowe leczenie odwykowe, na oddziale zamkniętym... Którego nikt jednak nie kwapił się egzekwować. Stary dalej chlał a nikt nie kiwnął palcem, by go na zasądzone leczenie odstawić.
Danie mu w łeb i zatarganie go tam na własną rękę byłoby oczywiście niedozwolone i wypuścili by go natychmiast.
Dopiero gdy popchnęliśmy cały cyrk dalej i nad głową zawisła mu eksmisja a bank dobierał się do dupy za zaciągnięty kredyt, odstawił flaszkę...
Na niecałe pół roku. I na dzisiejszej sprawie sądowej, jaśnie pani sędzia ODWOŁAŁA wyrok o leczenie przymusowe. Bez względu na to, że na kilka dni przed rozprawą, dziad ZNOWU zaczął chlać jak świnia. Ale według oświeconej przedstawicielki naszego sądownictwa, mojemu staremu prawie należała się korona i order państwowy za krótki okres z dala od butelki.
Pominę już fakt, że osoby trzecie stwierdziły, że baba nie powinna prowadzić tej sprawy bo się nie nadaje... Miałbym wielką ochotę dokonać teraz morderstwa narzędziem tępokrawędzistym, ale będę zbyt zajęty sprzątaniem burdelu jaki powstanie, po tym jak poroniona decyzja sędziny, storpedowała efekty naszej wielomiesięcznej harówy by uwolnić się od tego moczymordy.
Nienawidzę tego kraju...
Tak wiem, było już o ACTA na blogasie a jakby tego było mało jesteście zewsząd osrywani informacjami o niej, macie dość, ja też. Ale raz jeszcze pozwolę sobie zwymiotować co mi leży na wątrobie, gdyż to co odpierdalają nasze zacne władze (w osobie premiera) w tej sprawie zaczyna lekko niepokoić także i moją skromną osobę.
- Jeśli mówię, że dalsze konsultacje (w sprawie ACTA) są możliwe, to mówię serio. (...) Nie złożę wniosku do parlamentu o ratyfikację ACTA, chociaż chcę, żeby Polska była wśród tych państw, w tej rodzinie państw, w jakiej chcemy być i trwale się zakorzenić. Wniosek o ratyfikację do Sejmu złożę wtedy, kiedy wszystkie wątpliwości tu w kraju zostaną rozwiane
- Staramy się najlepiej jak potrafimy rozpoznać wszystkie okoliczności dotyczące ACTA, niestety nie o wszystkich, zabierających głos publicznie w tej sprawie, mogę to powiedzieć
Bardzo pięknie powiedziane panie phemierze. Nigdy pana nie lubiłem, powiedziałbym, że było wprost przeciwnie jeżeli chodzi o ścisłość. Ale z Tokio to zjebałeś i to ostro. Gdybym był choć troszkę bardziej naiwny uwierzyłbym, że chodzi wyłącznie o rozeznanie się w sytuacji celem ponownego jej rozpatrzenia wewnątrz sejmu jednak prowadzona przez lata polityka zagranicznego serwilizmu każe mi podejrzewać, że będzie inaczej.
Społeczeństwo polskie (i nie tylko) ma ciekawą tendencję do ignorowania podobnych zjawisk ograniczając się wyłącznie do narzekania przy bełcie na ławce pod blokiem (i w sumie sporo w tym racji biorąc pod uwagę to jak liczy się z nami nasz rząd). Niemniej, jeżeli tak dalej pójdzie sam przejdę się na jakąś manifestację (jak widać mogę upaść jeszcze niżej), zapewne gówno to da ale zawszę będę miał sposobność żeby najebać się po fakcie w jakimś barze.
A w sprawie ACTA polecam wszystkim wyjąć ręce z gaci bo jest krzynkę rozdmuchana (chociaż i tak obsysa niemiłosiernie).
Ps: Sprzedam maskę Guy'a Faweksa i beczkę trotylu. Cena do uzgodnienia.
Którą nawet ja i Maleficus się brzydzimy (A skoro nawet Mal się brzydzi to jest coś na rzeczy). Innymi słowy chcę dać upust mojemu niezadowoleniu (w innej formie niż godzinne wymioty jakie towarzyszyły temu tematowi na początku) jakie wywołały we mnie głosy o nakręceniu filmowej wersji, książki Ciepłe Ciała (Warm Bodies). Wiem, że spora część z was na sam tytuł zaczyna się ślinić i rozpinać rozporki, ale od razu uprzedzam, że nie jest to pornos. To powieść miłosna. O Zombie.
Zaprawdę powiadam wam, współczesnych autorów do reszty posrało.
Najpierw Zmierzch na zawsze oszpecił wizerunek wampirów i wilkołaków, a teraz zabierają się za resztę umarlaków.
Ale kurwa, HISTORIA MIŁOSNA? Ja wiem, że ze wszystkiego da się zrobić porno (Widziałem jeden z zombiakami - dość wzruszający - a także jeden z pterodaktylami jakim uraczył mnie Maleficus), ale naprawdę zostawmy pisanie dzieł miłosnych w których uczestniczą obiekty martwe, Japończykom. Mają to do siebie, że potrafią sprawić, że pedofile są zabawni, miłość do odkurzacza jest wzruszająca a nawet ja w ich wydaniu, wydałbym się sympatyczny (Nie mówiąc już o tym, że jestem im wdzięczny za instrukcje co do wystroju piwnicy).
Ale wracając do tematu. Z czym mamy do czynienia? Po tym jak błyszczące od brokatu wampiry i indiańskie wilkołaki prześcigały się w okazywaniu swej miłości upośledzonej emocjonalnie (I najwyraźniej umysłowo) nastolatce, teraz mamy do czynienia, z żywym trupem, którego miłość wykwitła po tym, jak zjadł mózg samobójcy i zakochał się w jego dziewczynie.
Przyznam, ten scenariusz MIAŁBY potencjał być oryginalny i być może ciekawy ale książka zachwalana jest i polecana... Przez autorkę Zmierzchu. A więc wszyscy wiemy czego się spodziewać.

Szykujcie koktajle Mołotowa i miotacze ognia.
Ja szykuję szpadel.
Zauważyłem, że w tej notce złorzeczyłem wam mniej niż chciałem... Nie przyzwyczajajcie się.
Ta notka będzie wyjątkowa z racji tego, że jej autorem jest mój consorte Piotr (znany też jako "Biały Rycerz") i będzie raportem z wielce zacnego balu maturalnego w którym wasz uniżony autor bloga miał (pewną) przyjemność uczestniczyć.
Przypisy oznaczone literką M (jak matoł) są rzecz jasna moje.
"Na ten wieczór ciśnienie było już od dawna. M, który ma w zwyczaju dyskryminować wszystko i wszystkich ocenił, że ostatnie miesiące można okreslić tylko w jeden sposób- chujnia. Nic więc dziwnego, że na wieść o studniówkowym balu wszystkim od razu ucieszyły się ryje. Przygotowania na dobrą sprawę rozpoczęły się już dużo wcześniej (pierwsze próby poloneza odbyły się na początku grudnia). Po wielu tygodniach przygtowoań nic nie mogło pójść źle.
Mieliśmy plan aby całą zabawę rozpocząć już na ok. 2 godziny przed planowanym startem. Plan był prosty, żeby nie powiedzieć prostolinijny: spotykamy się doborową ekipą odpowiednio wcześniej aby zakupić napoje i obyczajnie spędzić czas przy złocistym płynie w jakiejś miłej knajpie. Niestety nie mielismy dobrego startu, poprzez problemy na trasie na miejscu pojawił się tylko jeden osobnik od nas, ale nie zawiódł i coś tam sobie machnał na rozgrzewkę (Zgadnijcie kto to był- przyp. M) Ok godziny 18 udaje nam się w końcu spotkać. Skład był naprawdę konkretny oraz nastawiony na przygody i emocje. Oprócz mnie na zbiórce zameldowali się odpowiednio: Ł, Kar, M oraz Si po chwili doszedł jeszcze G (Skrót od "gej" : > - przyp. M) wraz ze swoją osobą towarzyszącą Ka. Wszystko pięknie tylko ja i M nie mielismy napojów (wszystko przez stres i pośpiech) wiec dymamy na Plac Biegańskieo coby się w takowe zaopatrzyć, po chwili z rogalami na mordach wracamy na miejsce balu. Mission Complete (You win the afternoon -przyp. M) Przed samym balem organizatorzy mieli ogromne ciśnienie, więc dla świętego spokoju odbyły się ostatnie próby poloneza i już o godzinie 19 zaczął się własiciwy bal. Polonez na samym początku wyszedł naprawdę okazale (po tylu próbach nie było takiej możliwości aby to spierdolić). Po całym tym oficjalnym wstępie nadszedł czas aby podlizać się wszystkim profesorom, prezesom itp. sytuacja wyglądała mniej wiecej tak, że podchodzi do mnie jakaś pani i mówi:
- daj te kwiaty pani prezes SPSK- no w porządku (kurwa kto to jest i jak wygląda pani prezes SPSK)
(Prezes? Mamy taką? Łał.-przyp. M)
Skończyło się na tym, że podbiłem na szybko do jakiejś pani, która mogła być panią prezes ale nie musiała, dałem jej te kwiaty i podziękowałem że zdecydowała się przyjść i że zaszczyciła nas swoja obecnością ma się te bajerkę :). Wreszcie zakończyliśmy tą oficjalną część balu, a dostałem pewne info potwierdzone u chłopaków z Bydgoszczy, że właśnie dotarła Kael czyli osoba, która zgodziła mi się towarzyszyć tego wieczoru mamy zatem komplet. Zanim jednak puszczono nas w samopas podano obiad, który składał się z dwóch dań + deser. (Za hajs który w to poszedł powinni wnieść homara albo pieczeń jagnięcą. Ze striptizerkami w środku.-przyp. M) Wszyscy jednak z niecierpliwością oczekiwali momentu, w którym można będzie otworzyć flachy i upoić się jak świnie. Swój asortyment miałem schowany w szatni, więc niezbędna była pomoc Kael i M, ponieważ cieć, który dysponował kluczem prawdopodobnie lubi strzelać z ucha i niewiadomo było jak zareaguje na widok tego co przynieśliśmy ze sobą. Gość swoją drogą był nieźle przyjebany taki typowy wąsaty knur, który każdemu patrzył na ręce i zachowywał się jak oficer SS, który nadzorował pracę Żydów w fabryce włókienniczej w łódzkim gettcie. (Bardziej jak szmalcownik denuncjujący żydów ukrywających się na strychu ale mniejsza z tym- przyp. M). Wszystko jednak schodziło bardzo szybko (możliwe, że to zasługa Ł, który ma w zwyczaju polewać od serca) (...i prosto do wątroby.-przyp. M) Bądź co bądź ktoś musiał wyjść po kolejne butelki, lecz ku mojemu zaskoczeniu i zdziwieniu Ł i Si bardzo szybko zgłosili się na ochotników. Nie mogłem przejść obojętnie wobec takej pięknej postawy społecznej więc za 5 min już byliśmy na zewnątrz, w drodze do jakiegoś monopolowego. Piździło jak w kieleckim dodatkowo wszechobecny lód wcale nie ułatwiał poruszania się efektem tego była moja szybka gleba, jednak wiele osób w alejach miało problemy z chodzeniem. (W sobotę wieczorem? Rly? xD-przyp. M) Szła sobie taka dziewczyna, która wyglądała już na lekko wciętą a lód tylko utrudniał jej chodzenie. Nie trzeba było długo czekać. Wypierdoliła się w sposób bardzo komiczny mianowicie leżała na plecach a nogi miała rozjebane w taki sposób, że jedna pokazywała gdzie jest Kaukaz a druga gdzie leży Londyn. Dochodzimy nareszcie do całodobowego jakaś miła pani przez takie małe okienko w drzwiach podała nam to co chcieliśmy i możemy ruszać w drogę powrotną. Po drodze zaczepia nas jakiś żul, który wręcz wyrecytował nam swoją oklepaną gadke.
- Panowie , zbieram kase żeby założyć klub anonimowych alkoholików czy poratowalibyście jakimiś pieniążkami?
Żartowniś : ). Ł jako, że jest z natury bardzo kulturalnym człowiekiem grzecznie mu odmówił ale daliśmy mu jasno do zrozumienia żeby spierdalał i poszukał sobie sobie jakiś innych frajerów bo od nas to może co najwyżej dostać buta na twarz nierób pierdolony. Po powrocie zostaliśmy powitani po królewsku w końcu wracaliśmy z tym, na co wszyscy czekali. Pierdolniety cieć- szatniarz miał problemy bo przed wyjściem powiedzieliśmy mu że idziemy po ważnego członka imprezy (W myśl zasady, że sprawy załatwia się z panem a nie nędznym pachołem-przyp. M) , i że wrócimy w 4 osoby, więc się zdziwił dziad jak wróciliśmy we trzech : ). Od tamtego momentu działo się już dużo. Nie jest to czas ani miejsce na dokładne opisywanie tego co się działo ale było grubo : ). Na dole w toalecie przez pewien czas widziano nawet niedziwedzie polarne w końcu klimat na dworze był dla tych zwierzątek sprzyjający. Przez chwile zawitali nawet członkowie Ku Klux Klanu ale mogło mi się to przewidzieć. (Albo zobaczyłeś się w lustrze w korytarzu-przyp. M)
Około północy doszło do spontanicznej walki klasa na klase. Walczono po 7 osób. Klasa A vs Klasy B i D. Po około 3 minutach ze starcia zwycięsko wychodzi klasa B i D, ale uważam że powinien być remis w końcu od nich z grupy tylko G był w stanie wskazującym reszta trzeźwa co innego u nas. Nasz błąd polegał też na tym, że wszystko wyszło na spontanie i nie daliśmy rady przeprowadzić selekcji. (Czyt. wyjebać mnie ze składu xD-przyp. M) Dalej poszło już z górki, a widok M bansującego na parkiecie na pewno będzie należał do jednych z najbardziej epickich widoków w moim życiu. (To masz kurwa smutne życie-przyp. M) Dalsza część opowiadania opiera się w głównej mierze na relacjach G. Woda ognista, którą przynieśliśmy szybko się skończyła więc wraz z G postanowiliśmy szukać alternatywnych źródeł energii. Łoiliśmy szampana, wino a potem po brawurowej akcji G pt. ,,Komandosi z Navarony" dojebalismy do garów kolejną porcje gorzały. W międzyczasie zrobiliśmy terror w czaszce wodzirejowi, ktoś został oblany barszczem ot taki standard. Największym świrem został jednak Kam (tak to ten, który wali wóde z piersiowy gdy my idziemy na browara), który ok. 4.30 rano podbija z flachą i się pyta czy zerujemy. Chciałem jednak chociaż prosto w taksówce siedziec więc byłem zmuszony odmówić ale respekt +.
Podsumowywując, wieczór na pewno można zaliczyć do jak najbardziej udanych. Chciałbym serdecznie podziękować klasie IIIA,klasie IIIB i klasie IIID za dobrą zabawę, wodzirejowi również należy się szacunek za dobrą robotę, którą odwalił i chciałbym przeprosić jeżeli pod wpływem alkoholu mu naubliżałem. Wielkie propsy dla ekipy sportowej czyli Ł, G, Si, M, Kam. Ogromne podziękowania dla naszych wspaniałych dziewcząt zwłaszcza dla Karolinki i Kai za wspólną zabawę oraz niezapomniany wieczór. (Niezapomniany? Gdyby nie wasze opowieści nie wiedziałbym, że w ogóle miałem studniówkę. xD-przyp. M)
Osobno chciałbym podziękować mojej towarzysce Klaudii za to, że zgodziła się mi towarzyszyć oraz, że była bardzo wyrozumiała co do moich wątpliwych umiejętności tanecznych. No i szacunek za walenie kielicha za kielichem bez popity! Dzięki wam ten wieczór na pewno długo pozostanie w mojej pamięci i będe go miło wspominał. SPSK! (No to macie mnie czym szantażować.- przyp. M)"
*Koniec*